Niezniechęcony pierwszym startem ultra, po roku strzeliło mi do głowy, aby po raz kolejny wziąć udział w tej zabawie. I po raz drugi padło na Ultra Race Roztocze. Ponad 300 km przez roztoczańskie lasy i pola rzepaku na pofałdowanych pagórkach. I chyba poszło mi znacznie lepiej, niż ostatnim razem.

O Ultra Race Roztocze
Imprezę organizuje Ultra Race Team i po raz kolejny do wyboru były trzy dystanse:
- Gigante – 504 km / 3971 m w górę (537 km przed zmianami), limit 60 h
- Classico – 311 km / 2470 m w górę (330 km przed zmianami), limit 36 h
- Piccolo – 126 km / 945 m w górę (130 km przed zmianami), 10h
Ja po raz kolejny wybrałem dystans Classico 🙂
Jak to było rok temu? Ultra Race Roztocze 2025
Chyba udało mi się dobrze zareklamować zabawę w ultra, bo na tę edycję przyjechałem z kolegą Rafałem, z którym wspólnie jeździmy na bikepacking.
Rok temu wystartowałem w trzeciej edycji imprezy – Ultra Race Roztocze 2025. Wtedy pogoda nie była dla mnie łaskawa – chłód, deszcz przez cały dzień, mróz w nocy, a rozmokłe polne drogi zamieniły się w oblepiające błocko. Do tego doszła masa problemów ze sprzętem. Wyścig ukończyłem, ale łatwo nie było. Więcej oczywiście znajdziesz w mojej relacji z wyścigu 🙂
Zobacz ile błota było na Roztoczu rok temu:
Sam nie wiem, jakim cudem tamte warunki nie zniechęciły mnie do kolejnego startu. Ale miałem nadzieję, że tym razem pogoda dopisze i będę w stanie zaznać Roztocza z nieco piękniejszej strony. No i tak, pogoda przed wyścigiem dopisała, tylko aż za bardzo…
Pożar Puszczy Solskiej i Lasów Józefowskich
We wtorek, 4 dni przed startem wyścigu, po kilku tygodniach suszy, w Puszczy Solskiej wybuchł pożar. Brak deszczu i silny wiatr nie pomagały. Ostatecznie pożar zajął 1157 ha lasu.
I tu zawody stanęły pod znakiem zapytania, bo chociaż ogień nie wystąpił bezpośrednio na trasie wyścigu, to wstęp do lasów nadleśnictwa Józefów oraz Roztoczańskiego Parku Narodowego zostały zamknięte.
Na prawdę podziwiam organizatora, Tomka, który musiał nieźle się nagimnastykować, żeby na ostatnią chwilę zmienić sensownie trasę, aby dostosować się do wprowadzonych zakazów.
Koniec końców dystans zmniejszył się z 330 do 310 km, ale straciliśmy kilkadziesiąt kilometrów pięknych szutrów, w tym 10 km Singletrack w Józefowie i leśny przejazd przez Park Narodowy. Pitstop w Zamościu przesunął się ze 185 km na 155 km.
Coś nie mam szczęścia do Roztocza, jak nie nieprzerwane opady, to susza i pożary.
Plan na wyścig
Po raz kolejny nie planowałem jechać 300 km ciągiem, tylko rozłożyć jazdę na dwa dni. Przygodowo, ale i tak próbować wykręcić lepszy czas niż rok temu. Dla mnie sam start i ukończenie jest wyzwaniem.

Nasz plan zakładał nocleg na Pit Stopie w Zamościu, na 185 km. Jednak po zmianach trasy te 155 km dawało niedosyt. Postanowiliśmy wstępnie zostać przy tym planie, ale ostateczną decyzję podjąć już na trasie, w zależności jak będziemy się czuć.
Moje przygotowania do Ultra
O dziwo, przez kilka tygodni przed startem, udało mi się przejechać kilka dłuższych tras i zrobić jako tako kondycję. Spinning w okresie zimowym (chociaż raz w tygodniu) i jazda rowerem do pracy cały rok (10 km dziennie) zrobiły swoje. Tydzień przed wyścigiem przejechałem trasę wokół Jeziora Dobczyckiego (106 km i 1200 m w górę). Na podjazdach szło mi całkiem dobrze i czułem, że kondycja jest 💪.
Dodatkowo zeszłoroczny start w ultra odblokował w moje głowie opory przed jazdą w terenie. Dużo mniej obawiałem się odcinków leśnych i gravelowych zjazdów. I nawet z ochotą, a nie paniką (patrz start w 2025) wyczekiwałam na Singletrack w Józefowie. Tym bardziej szkoda, że finalnie nie mogliśmy nim pojechać.

Sprzęt na ultra
Jechałem z identycznym zestawem jak rok temu. Opony Specialized Pathfinder Pro (1 gen, już wycofane z produkcji), z przodu 42 mm, z tyłu 38. Na dętkach, ale z niskim ciśnieniem ok 1.8 bara.
Z nowości była nowa lampka na tył – legendarny Trek Flare RT. A na łańcuchu wosk Smoove.
Rok wcześniej mój standardowy smar nie wytrzymał błotnistych i mokrych warunków. W Smoov’ie pokładałem dużo większe nadzieje, chociaż w tym roku pogoda miała być dużo lepsza.
Więcej o moim ekwipunku znajdziesz na stronie Mój sprzęt.
Ultra Race Roztocze 2026: Dzień 1

0 km – Start (8:25)
Przyjechaliśmy na start prawie na ostatnią chwilę, więc już się nie załapałem na kawkę i ciacho. Ruszamy wspólnie z Rafałem i grupą 8 uczestników.
2 km – Nie wjeżdżamy do lasu ☹
Zaczynają się asfalty w miejscu, gdzie miały być szutry. Grupa mi uciekła. W tym i kolega Rafał.
9 km – Majdan Sopocki
I stawy dookoła. Pogoda jest w sam raz, jedzie mi się całkiem dobrze.


37 km – Roztoczański Park Narodowy
Jednak wjeżdżamy do parku narodowego, tyle że normalną, asfaltową droga. Trudno, ale las i tak jest piękny.


62 km – Szczebrzeszyn
I kolejna fotka ze chrząszczem! Szybki pit stop w sklepie. Wyjazd ze Szczebrzeszyna to dosyć stromy podjazd, ale widoki to wynagradzają.

85 km – Dolina rzepaku

Wjeżdżamy w tereny rzepakowe w okolicy Hoszni Abrahamowskiej. Rok temu trasa prowadziła tutaj polną drogą, która po całym dniu deszczu zamieniła się w błotniste bagno. Jechałem kompletnie przemoczony, a rower był całkowicie oblepiony błotem. To po tym odcinku wielu zawodników się wycofało. W tym roku warunki są dużo lepsze.

87 km – Podjazd pod wąwóz
Zaczyna się podjazd. Skręcam w wąską drogę wyłożoną betonowymi płytami. Już z daleka wygląda stromo. I była! Miejscami nawigacja pokazywała mi ponad 20% nachylenia. Fragmentami musiałem prowadzić rower. Górka bardzo krótka, ale podjazd makabrycznie stromy. Roztocze ciągle zaskakuje.


103 km – Przerwa w Turobinie
Tutaj zatrzymuję się uzupełnić wodę. Od tego momentu odbijamy na wschód w stronę Zamościa – nowe tereny, po których jeszcze nie jechałem. Po kilku minutach dogania mnie Rafał – ustalamy strategię na nocleg, a ja ruszam sam w dalszą drogę,
104 km – Odcinek specjalny MŚ Cycling
W tej edycji wyścigu, poza nagrodami dla top 3, partner wyścigu przygotował nagrody dla najlepszej trójki spoza podium, która wykręci najlepszy czas na wyznaczonym odcinku gravelowym.
Pierwotnie miał być to szuterek przez Puszczę Solską, ale po zmianach został przeniesiony na polne drogi za Turobinem.
Wiedziałem, że z czołówką nie mam szans, a i też nie cisnąłem, bo przede mną była jeszcze długa droga. Ale udało mi się utrzymać przyzwoite 20 km/h na lekko błotnistej polnej drodze. I ostatecznie wykręciłem 19 czas na 81 startujących. Może nie jest to imponujące, ale dla mnie ten wynik jest bardzo satysfakcjonujący.
A i fragment był bardzo ciekawy, bo była to polna droga z ogromnymi, pasiastymi polami ciągnącymi się miejscami po horyzont. Oczywiście zdjęć nie mam 😀
Rowerowe ściganie Cię nie przekonuje? W takim razie sprawdź moje trasy na wyprawy bikepackingowe spokojnym turystycznym tempem. Znajdziesz je na stronie Trasy rowerowe.
160 km – Pit-Stop w Zamościu
Dojeżdżam do Zamościa. Byłem w szoku jak poprowadzona jest trasa – prawie do samego centrum jechałem polnymi i gruntowymi drogami.
Dojeżdżam do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zamościu i… trochę nie wiem co robić. Lekko odcina mnie zmęczenie. Wcinam pomidorową z makaronem, dwa pyszne, świeże gofry przygotowane przez opiekunów pit stopu – AM Cycling. No i jeszcze kawa.
Jest dopiero 16, a już mam 155 km na liczniku – całkiem dobrze to idzie. Umawiam nocleg na 200 km.
Czekałem, aż Rafał do mnie dojedzie, żeby potwierdzić nocleg, więc na pit stopie spędziłem około godzinę. Ale odpocząłem niesamowicie – wsiadłem na rower i czuję, że nogi są jak nowe. To w drogę.
160 km – Stare Miasto w Zamościu


Bardzo ładne, kolorowe kamieniczki.
Tyle kilometrów jechałem przez pola i pustkowia, że ciężko mi się odnaleźć w mieście na skrzyżowaniach ze światłami 😀
187 km – Zwariowany podjazd
Nawigacja pokazuje mi, że za chwile zaczyna się podjazd. 30 m na 1 km, niecałe 3% – luzik. Zaczynam podjazd – a droga nadal jest prosta. Za chwilę zaczynam zjeżdżać, a nawigacja pokazuje -1% nachylenia – wtf?
W końcu zaczął się podjazd – na ostatnich 300 m, z miejscowych nachyleniem 18%. Ludzie, skąd tu takie górki? A na szczycie robię sobie przerwę – widoki wynagradzają męczarnię.


190 km – Jazda po kiełkach
Wyjeżdżam z jednego wąwozu, a tu nagle droga przez pole. Dosłownie! Ewidentnie była zasiana i wyrastały z niej kiełki zboża. Ale nie dziwię się, przy tak długim polu ciągnący się od lewej od prawej też bym nie pilnował, żeby przerywać pracę.

200 km – Nowy rekord!!!
Jest! Przebiłem granicę, która wydawała mi się nadal nieosiągalna. Do tej pory mój najdłuższy dystans to 184 km, też ustanowiony na Roztoczu rok temu. A tu w końcu przekroczyłem granicę 200 km. Nie planowałem tego ani nie spodziewałem się, że mi się uda. A co najlepsze – nadal mam siłę!



