Do tej pory moje wyprawy rowerowe wyglądały bezpiecznie – ustalona trasa, prowadząca pod same drzwi zarezerwowanego noclegu. To wygodne rozwiązanie, jednak cały czas kusi mnie ten “prawdziwy”, samowystarczalny bikepacking – z całym sprzętem do spania i większą niezależnością. A że lubię być dobrze przygotowany, powoli zbieram sprzęt i umiejętności, aby zacząć zabawę z bikepackingiem z namiotem. W tym wpisie chcę podzielić się moimi poszukiwaniami “idealnego sprzętu” oraz próbą przełamania strachu przed samotnym biwakowaniem – może znajdziesz tu coś dla siebie.

Dwa podejścia do bikepackingu i biwakowana

Moje biwakowe plany podzieliłbym na dwa podejścia:

  • Rowerowe wyprawy, gdzie celem jest jazda, a biwak jest jedynie sposobem spędzenia nocy. W takim przypadku wybierałbym raczej pola namiotowe blisko cywilizacji, z prądem, prysznicem itp.
  • Wyjazdy do lasu, gdzie celem jest biwak na dziko, a rower jest jedynie sposobem dotarcia na miejsce. Wtedy wybiorę obszary programu Zanocuj w lesie lub jakiś kawałek lasu z dala od cywilizacji. W takim wariancie pewnie więcej kombinowałbym z gotowaniem i sprzętem, aby bardziej polegać na sobie niż na zewnętrznym zaopatrzeniu.
Rower zapakowany bikepackingowo w lesie.

Jak ja sobie to wyobrażam w praktyce

Bikepacking z namiotem widzę jako alternatywę dla noclegów w hotelach i pensjonatach. W większość przypadków korzystałbym z pól namiotowych albo oficjalnych miejsc biwakowych – takich jakie można spotkać w Skandynawii lub krajach nadbałtyckich, z miejscem na ognisko i mini infrastrukturą typu wiatka lub ława.

Myślę, że wyprawy rowerowe z namiotem będą miały sens szczególnie na wyjazdach w krajach zachodnich, jak np. Austria, gdzie normalne noclegi faktycznie są drogie. W Polsce traktowałbym to raczej w ramach dodatkowej przygody niż konieczności. 

Biorę też pod uwagę wyprawy mieszane, gdzie kilka nocy spędzę w namiocie, a potem jedną w hotelu. Tak żeby chociaż raz na jakiś czas zregenerować się w “cywilizowanych” warunkach. 

Rowery zapakowane bikepackingowo w pokoju hotelowym.
Nazwijmy ten ciasny pokoik “cywilizowanymi” warunkami 😜

Przygotowanie mentalne i strach przed biwakowaniem

Poza przygotowaniem sprzętowym, równie ważne będzie przygotowanie mentalne. Bo prawda jest taka, że… boję się lasu. Przez ostatnie 10 lat mocno zasiedziałem się w mieście i miałem niewiele kontaktu z naturą.  Nawet jadąc rowerem w środku dnia przez las, odczuwam lekki niepokój. Co oczywiście potęguje się wielokrotnie po zmroku. 

Dlatego zamiast rzucać się od razu na głęboka wodę samotnego biwakowania, chcę zacząć od mniejszych kroków. 

Na początek planuję więcej tras rowerowych przez lasy, żeby oswoić się z naturą dookoła i brakiem cywilizacji.

Chciałbym też odwiedzić lokalne obszary programu Zanocuj w lesie, poszukać miejsc nadających się na rozbicie namiotu i po prostu posiedzieć tam kilka godzin w ciągu dnia. Tak, aby przyzwyczaić się do wszelkich dźwięków lasu i samotności w naturze. Później te przetestowane miejsca będę wybierać na pierwsze biwaki. Z pewnością będzie to łatwiejsze, kiedy okolica będzie mi już znana.

Na pewno będę polegał na znajomych, którzy mają doświadczenie w biwakowaniu na dziko. Na początku to z nimi będę robił jakieś wypady z namiotem do lasu lub w góry. Zawsze w grupie raźniej. I bezpieczniej, nawet jeśli to tylko odczucie w głowie.

I może dzięki tym krokom uda mi się spełnić mój cel na ten rok: przynajmniej jeden biwak na dziko solo

Rodzaj schronienia na bikepacking

Tak, wiem – są ultralekkie rozwiązania do nocowania, takie jak bivy bag czy hamak.  Jednak zgodnie z moją filozofią bikepackingu: zależy mi na lekkości, ale są rzeczy i wygody, z których nie chcę rezygnować i które są dla mnie warte tej dodatkowej wagi.

Dlatego właśnie wybrałem namiot. Po baaaaardzo długim przeszukiwaniu Internetu, już prawie byłem zdecydowany na namiot MSR Hubba Hubba. Tylko po co? Nie mając doświadczenia i jeszcze nie wiedząc, czy mnie to kręci, będę inwestował w sprzęt z górnej półki? A i tak szukałem egzemplarzy używanych w okolicach 1–1,5 tys. zł.

Koniec końców znalazłem ciekawą alternatywę z Decathlona – lekki namiot Simond MT900. Gabarytowo bardzo podobny, wagowo prawie identyczny. To, co szczególnie mi się w nim spodobało, to podłoga w przedsionku. Niby to dodatkowa waga i objętość, ale na tym etapie daje mi to wyraźne poczucie oddzielenia od świata zewnętrznego i warunków atmosferycznych. Taka dodatkowa granica bezpieczeństwa, zanim będę gotowy na pełny kontakt z naturą.

Namiot Simond MT900 rozłożony testowo na balkonie
Testowe rozłożenie na balkonie 🙂

Namiot kupiłem na Vinted – nowy, nieużywany. Najwyraźniej ktoś też się wkręcił, ale zabrakło mu zapału na realizację. W gratisie dostałem nawet podłogę do namiotu, którą normalnie musiałbym dokupić osobno.

Sam namiot jest fajnie przemyślany: ma kieszonki w dogodnych miejscach, wejście jest chronione przed kapiącą wodą. Podoba mi się poprzeczka u szczytu namiotu, przez co nie jest tak wąski “przy suficie”. Konstrukcja jest tak zrobiona, żeby ściany były jak najbardziej pionowe. Jednak leżąc w środku i mając ściankę tuż przy głowie, odczuwam znikomą klaustrofobię. Pewnie kwestia przyzwyczajenia.

Materac na bikepacking

Jak na bikepacking przystało, tu musiał wpaść lekki materac. Tutaj upolowałem używany Thermarest NeoAir Regular na OLX za 400 zł.

Materac Thermarest NeoAir rozłożony w domu

Kiedy przyszła do mnie paczka, byłem w szoku, jakie to jest maleństwo. Wychowany na ogromnych materacach turystycznych, nie wiedziałem, że materac może być tak lekki i zwijać się w taki mini pakunek. 

Wielkość materaca Thermarest NeoAir po złożeniu

Po napompowaniu bałem się na niego siadać, bo materiał wydaje się bardzo cienki i delikatny. Ale wbrew pozorom jest całkiem solidny. 

To starsza wersja z zaworem innym niż WingLock, więc nie ma worka do pompowania. Co mnie zaskoczyło, to że ten materac jest mega wąski. Niestety źle mi się na nim śpi. Leżąc bokiem zawsze coś mi wystaje poza krawędź materaca.

Materac Thermarest NeoAir rozłożony w domu

Rok temu, biwakując na Słowacji, kolega pożyczył mi swojego Thermaresta w wersji szerokiej Regular Wide. Różnica była ogromna! Tak dobrze mi się spało. Tu muszę się przyznać: mój zakup był trochę zbyt szybki. Bardzo możliwe, że w niedalekiej przyszłości wymienię go na szerszy model.

Tu po raz kolejny wychodzi balans między lekkością a komfortem – szerszy materac będzie cięższy, ale jest to cena warta dobrego snu.

Śpiwór na wyprawy rowerowe

Jak na bikepacking, to jedyny rozsądnym wyborem wydaje się śpiwór puchowy. Zapewnia najlepszy komfort termiczny w stosunku do wagi i objętości. Na celowniku mam śpiwór polskiej firmy CumulusLite Line 300. To 300 g puchu i komfort do 4°C, przy masie całkowitej 600 g. Wydaje mi się to uniwersalnym rozwiązaniem od późnej wiosny do wczesnej jesieni.

Na wspomniany biwaku na Słowacji testowałem wersję z 400 g puchu. W nocy temperatura spadła lekko poniżej 10°C, a mi było przyjemnie ciepło. Wersja 300 g plus dodatkowe ubranie powinny być rozwiązaniem w sam raz. I chyba nie będzie przesadą, bo raczej jestem ciepłolubny.

Zastanawiałem się też nad wersją z 200 g puchu. W końcu najczęściej na bikepacking wyjeżdżam latem, gdy nocne temperatury potrafią oscylować w granicach 15-20°C.

Ale doświadczenia z Czech czy Szlaku Wokół Tatr pokazały mi, że nawet w środku lata chłód może zaatakować niespodziewanie. Już chyba lepiej mieć zbyt ciepły śpiwór i się odkryć, niż marznąć i się nie wyspać.

Może kiedyś rozszerzę mój zestaw o inne śpiwory – cieńsze lub grubsze – i będę nimi żonglował w zależności od prognozy pogody. Na ten moment ta wersja 300g wydaje mi się optymalnym, złotym środkiem.

Zobacz jakiego sprzętu bikepackingowego używałem na dotychczasowych wyprawach. Listę mojego ekwipunku znajdziesz na stronie Mój sprzęt.

Rozważałem również śpiwór puchowy Simond MT900 0°C z Decathlona. Parametry termiczne są podobne, a cena bardziej przystępna. Problemem okazały się rozmiary: przy rozmiarze L to już 500 g puchu, 950 g wagi całkowitej i 7,8 L objętości. To znacznie za duże gabaryty.  Do sakw czy plecaka w porządku, ale do torby bikepackingowej – odpada całkowicie.

Gotowanie turystyczne

To element, który strasznie mnie fascynował. Nie wiem czemu, ale bardzo podobają mi się te wszystkie mini butle gazowe i palniki. Po prostu chciałbym co chwilę gotować wodę na herbatę.

Robię kawę w kawiarce na kuchence turystycznej w górach

Kuchenka gazowa

Jak ma być lekko i tanio – wybór kuchenki padł na BRS-3000t. Malutka kuchenka, ważąca zaledwie 29 g. Ale palnik daje radę. Do tego kartusze gazowe 100g lub 230 g z gwintem.

Naczynia tytanowe

Pierwszym tytanowym naczyniem w moim zestawie był kubek z Decathlona Forclaz MT900 450 ml. Zabierałem go jeszcze na wyprawy z noclegami w pensjonatach, bo miałem już doświadczenie, że im tańszy nocleg, tym mniejsza szansa na dostępność kubków. A czasami herbata czy gorąca zupka po całym dniu w deszczu jest konieczna. 

Kubek tytanowy z Decathlona z kawą na tle gór

Kubek jest solidny, lekki i na tyle szeroki, że mieści się w nim 100g kartusz z gazem. Ale ma jeden minus – nie ma pokrywki. A przez nietypowy wymiar nie pasują do niego pokrywki z chińskich odpowiedników z Aliexpress. Na początku ratowałem prowizorką z folii aluminiowej. Aktualnie używam trochę za dużej pokrywki od kubeczka Toaks. Spełnia swoje zadanie? Spełnia! Trochę odstaje? Ciii, w lesie nikt nie ocenia 😉

Na wyprawy nie-solo mam w zanadrzu większy pojemnik – Toaks Ultralight 700 ml. W sam raz na dwie herbatki.

Tytanowy garnek turystyczny Toaks 700 mL

Dla jasności: nie planuję wielkiego gotowania. Cały dzień jazdy rowerem jest tak męczący, że już samo rozbicie namiotu będzie wyzwaniem. Na pewno nie dokładałbym sobie siedzenia przy garach po nocy. Chodzi jedynie o źródło wrzątku – na picie lub awaryjny liofilizat. No i kawkę z rana!

Dorzuć się na kawę pod namiotem!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeszcze jednym przydatnym gadżetem jest składana osłonka przeciwwiatrowa do kuchenki turystycznej. Moja, z Decathlona, jest w miarę tania, aluminiowa, a w przeciwieństwie do konkurencji, ma dodatkowe “nóżki” stabilizujące. Waży 150 g – to sporo, więc dopiero po testach praktycznych podejmę decyzję o jej zabraniu na bikepacking. Zawsze można prowizorycznie osłonić palnik torbami i jako tako będzie to działać.

Moje doświadczenia z biwakowaniem

Przez blisko 10 lat jeździłem w wakacje z moimi dziadkami na pole biwakowe. Najpierw spaliśmy w przyczepie kempingowej, a jak już mi się podrosło, to przypadł mi do użytku namiot iglo. Tani, marketowy, który przeciekał przy najmniejszych kropelkach deszczu. Kondensacja była niesamowita. A przez brak przedsionka, po otwarciu wejścia, po prostu deszcz padał do środka. 

Po złożeniu nigdy nie mieścił mi się do pokrowca – zawsze coś wystawało Dlatego jestem w szoku, jak lekki, kompaktowy i wytrzymały jest teraz sprzęt. Zwłaszcza gdy kosztuje trochę więcej niż 60 zł. 

Z dziadkami biwakowałem stacjonarnie, zazwyczaj przez cały miesiąc. Wypady do lasu na jedną noc, a tym bardziej podróżowanie z namiotem i spanie codziennie gdzie indziej, to dla mnie zupełnie obcą idea, która kompletnie mnie zafascynowała. Bo nie wiedziałem, że tak w ogóle można!

Do tego dochodzi codzienne rozkładanie i składanie namiotu – teraz robi się to w 5 min bez większego wysiłku. Ale wtedy, z tym pokracznym namiocikiem? Po pierwszym składaniu człowiek tracił całkowicie cierpliwość 🤬

Pierwszy biwak na dziko 

W zeszłym roku miałem okazję pojechać z kolegami na weekend na Słowację, gdzie biwakowaliśmy na dziko. Część wyposażenia miałem swojego, a część pożyczonego. Dało mi to szansę przetestować trochę mojego sprzętu, trochę siebie samego – jak ja w ogóle będę się czuł w takiej sytuacji. A w pożyczonym sprzęcie mogłem sprawdzić, co mi odpowiada i czego chciałbym szukać. 

Biwak na dziko na Słowacji

I… spodobało mi się! Sam bym się jeszcze nie wybrał, ale będąc w grupie czułem się spokojny. I stwierdzam, że sprzęt z wyższej  półki (ale niekoniecznie najwyższej) sprawia, że cała ta zabawa jest o wiele przyjemniejsza. Bez problemu rozkłada się namiot, kiedy ten jest lekki i wszystkie części do siebie pasują. 

Największy problem miałem z organizacją – ciągle czegoś szukałem, bo moje wyposażenie nie miało stałego miejsca.  Ale to ten sam etap, który pamiętam z bikepackingu: na początku też codziennie wszystko lądowało w innej torbie, ale po złapaniu wprawy mam już stały system co gdzie musi być.

Podsumowanie

Nie mogę się doczekać, aż zrobi się ciepło i będę mógł wdrożyć w życie moje bikepackingowo-namiotowe plany. Biorę pod uwagę, że cała ta zajawka może mi się nie spodobać i wrócę do wypraw rowerowych z noclegami w hotelach. Ale póki nie spróbuję, nie będę tego wiedział. A jak na razie – bardzo chcę spróbować!

Mam nadzieję, że mój wstępny sprzętowy research przyda Ci się do kompletowania własnego zestawu wyposażenia na bikepacking z namiotem, lub po prostu do zwykłego biwakowania. Oczywiście nie są to rozwiązania uniwersalne – wybierając je skupiłem się na moich własnych doświadczeniach i potrzebach. Jeśli masz inne podejście albo własne sprawdzone rozwiązania – daj znać w komentarzu. Chętnie dowiem się czegoś nowego. A już na wiosnę zdam raport, jak ten sprzęt sprawdził się w boju 😊

Wpis był pomocny?
Możesz w zamian postawić mi kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz