Po długich przygotowaniach, kompletowaniu sprzętu biwakowego, a przede wszystkim – przełamaniu oporów mentalnych – zapakowałem rower i pojechałem na mój pierwszy bikepacking z namiotem do lasu. Był to mój pierwszy samotny biwak na dziko. Oczywiście nie była to żadna wielka wyprawa rowerowa, a jedynie test mojego sprzętu. I mojej psychiki. Chciałem zobaczyć jak uda mi się to wszystko spakować na rower, jak będzie się spało w malutkim i wąskim namiocie jednoosobowym, i w ogóle jak będzie mi się spało samemu w lesie. Chociaż ta noc to ze snem nie miała wiele wspólnego.
Jeśli zastanawiasz się, jak przygotować się do wyprawy rowerowej z namiotem lub jak przełamać strach przed nocowaniem w lesie, zobacz, jak wyglądało to u mnie i czego nauczyłem się podczas pierwszego samotnego biwaku na dziko.
Przygotowania do bikepackingu z namiotem
Więcej o tym, jak szukałem i dobierałem sprzęt na moje pierwsze wyprawy z namiotem, opisałem tutaj: Moje przygotowania do bikepackingu z namiotem. W skrócie mój zestaw wyglądał następująco:
- namiot Simond MT900 1 os.
- materac Therm-a-Rest NeoAir Regular
- śpiwór Cumulus Lite Line 300 w wersji custom
Do gotowania zabrałem:
- kuchenkę BRS 3000T
- tytanowy kubek Forclaz
- kartusz gazowy 100 g

Cały ten sprzęt zapakowałem w dwie torby bikepackingowe: podsiodłową Topeak BackLoader i torbę na kierowcicę Topeak FrontLoader.
Więcej szczegółów o ekwipunku, jaki ze sobą zabrałem, znajdziesz na stronie Mój sprzęt.
Gdzie pojechałem na pierwszą noc na dziko?
Na pierwszy raz chciałem pojechać gdzieś niedaleko od domu i w znajome tereny. Wybrałem obszar Zanocuj w lesie na terenie Puszczy Dulowskiej – rowerem około 40 km na zachód od Krakowa. Już raz byłem tam na biwaku, ale pieszo i w towarzystwie, oraz wiele razy jeździłem rowerem, więc teren nawet znałem.

Pierwszy samotny biwak z rowerem i całym nowym zestawem sprzętu był wystarczającym eksperymentem. Nie potrzebowałem do tego jeszcze nieznanego terenu i szukania noclegu po zmroku.
Puszcza Dulowska miała też jeszcze jedną zaletę – jak na Małopolskę jest tutaj stosunkowo płasko. Liczyłem więc, że bez większego problemu znajdę kawałek równego terenu, na którym będzie można rozbić mały, jednoosobowy namiot.
Pakowanie roweru na bikepacking z namiotem
Jak wspomniałem, cały sprzęt zapakowałem w dwie torby.

Na kierownicy miałem Topeak Frontloader w formie uprzęży, do której wpina się wodoodporny worek kompresyjny. Tu wcisnąłem całe spanie, czyli namiot, materac i śpiwór. I to właśnie śpiwór stwarzał pierwsze problemy: po spakowaniu do fabrycznego worka kompresyjnego śpiwór miał mniejszą średnicę niż worek Topeak. Powstawało więc trochę wolnej przestrzeni, której nie bardzo mogłem się pozbyć. Wpływało to na sztywność całego pakunku, a tym samym stabilność jego mocowania.

Stelaż namiotu przypiąłem gumowymi paskami mocującymi FIXPLUS na zewnątrz torby na kierownicy. Cieszę się, że stelaż zmieścił mi się właśnie tutaj i nie wadził ani o oponę, ani o manetki. Pierwotnie myślałem o przypięciu go do górnej rury w ramie, ale nie trzymał się tam stabilnie i kolidował z bidonami.
Do tylnej torby, czyli Topeak BackLoadera, trafiły ubrania do spania, dodatkowe warstwy ocieplające, kosmetyki, kuchenka oraz jedzenie. Część jedzenia schowałem dodatkowo do wodoodpornego worka 7-litrowego z Decathlona, który przypiąłem do torby podsiodłowej.

Miałem ze sobą ok. 3 L wody: dwa bidony Elite Fly po 750 ml, jeden bidon 950 ml oraz składaną butelkę o pojemności około 400 ml.
Szukanie miejsca na nocleg na dziko
Bardzo długo zajęło mi znalezienie odpowiedniego miejsca na nocleg w lesie. Miałem zaznaczonych kilka punktów na mapie, które chciałem sprawdzić, ale ciągle mi coś nie pasowało. A to teren był mokry, a to było z górki, albo rosły chaszcze i paprocie, albo było zbyt blisko drogi. W końcu wróciłem do pierwszego miejsca, które znalazłem. Teren był w miarę płaski, pod drzewami liściastymi, więc ziemia była wyłożona ładną ściółką bez masy zarośli.

Do najbliższej drogi miałem ok. 70 m. Trochę było mnie widać, ale liczyłem na to, że w nocy nikt po lesie nie będzie łaził. Za to za plecami miałem gęsty, młody lasek, więc przynajmniej miałem poczucie, że właśnie z tej strony nic na mnie nie wyjdzie.
Rozbijanie obozowiska i pierwsze problemy
Rozkładanie namiotu poszlo mi szybko. Naprawdę uwielbiam ten lekki, nowoczesny sprzęt. Dużo łatwiej jest go rozłożyć niż stare i tanie namioty iglo, które pamiętam z dzieciństwa.

Więcej problemów sprawiła mi organizacja rzeczy. To, czego już nie potrzebowałem, starałem się od razu spakować do toreb i pozamykać. Mimo to część szpargałów nadal leżała w namiocie, a część w przedsionku. Nie do końca wiedziałem jeszcze, gdzie co powinno mieć swoje miejsce. Myślę, że to po prostu kwestia wprawy.
Zaczęło się ściemniać. Przebrałem się w moje ciuchy do spania i zabrałem się za gotowanie. Najpierw herbatka, a później zupa i kanapki.

No i co? Namiot rozłożony, spanie gotowe, jedzenie przygotowane. Wszystkie najważniejsze punkty zaliczone. Mogę już wracać do domu?
Wyzwania samotnej nocy w lesie
Teraz przyszedł najgorszy moment tego wyjazdu. Robiło się ciemno, a ja nasłuchiwałem. I nasłuchiwałem… W lesie wcale nie jest tak cicho. Ciągle gdzieś coś łazi, szeleści lub stuka.
Jakoś nie bałem się, że zwierzęta mi coś zrobią. Bardziej obawiałem się, że coś ciekawskiego wejdzie mi do namiotu zanim jeszcze zamknę drzwi. A najbardziej to obawiałem się, że ktoś przyjdzie w nocy i ukradnie mi rower. Tylko kto normalny szukałby roweru w środku lasu?
Starałem się coś pooglądać na telefonie, ale było ciężko. Mózg cały czas kazał mi nasłuchiwać otoczenia i nie zagłuszać ich dźwiękami z komórki. Cichutko puszczona muzyka na głośniku jeszcze jakoś przechodziła, ale kiedy zakładałem słuchawki, od razu pojawiał się stres. A co, jeśli nie usłyszę, że ktoś lub coś się zbliża?
Szukasz pomysłu na wyprawę rowerową? Zobacz moje sprawdzone trasy na bikepacking:
Pierwsze awarie na biwaku
W końcu udało mi się zasnąć. Niestety, tylko na około godzinę. Później się obudziłem i odkryłem kolejny problem – mój materac zrobił się miękki.
Pomyślałem, że może po prostu powietrze w nim się skurczyło od zimnego gruntu. Niestety nie – później okazało się, że miał małą dziurkę, przez którą bardzo powoli uchodziło powietrze. Dopompowanie materaca pomogło tylko na kilka godzin. Około trzeciej musiałem zrobić to ponownie.
Pierwsze spotkanie z dzikimi zwierzętami
Koło drugiej w nocy usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Przypominały szczekanie sarny, ale brzmiały trochę inaczej. A później, tuż obok namiotu, rozległo się ciężkie, potężne tupanie.
To chyba był łoś!
Co ciekawe, tym razem byłem całkiem spokojny. Uznałem, że skoro siedzę w zamkniętym namiocie, to z perspektywy zwierzęcia jestem po prostu dużą, nieruchomą bryłą, którą raczej należy ominąć. Czymś w rodzaju wielkiego kamienia albo krzaka.
O czwartej zaczęło robić się jasno. Mój sen jest bardzo wrażliwy na światło, a do tego ptaki rozpoczęły swój poranny koncert. Kurczę, przecież miałem ze sobą opaskę na oczy i zatyczki do uszu! Mogłem je założyć już dawno. Jednak na początku wydawało mi się, że będę czuł się bezpieczniej, jeśli cały czas będę słyszał, co dzieje się wokół namiotu.
Test wodoodporności namiotu
O piątej zaczął padać deszcz. Po dwóch godzinach przestało padać, chociaż ciężko to stwierdzić, bo z mokrych drzew woda kapała cały czas. Ale sam namiot spisał się bez zarzutu – w środku było sucho. Problemem okazała się jedynie kondensacja na podłodze w okolicy nóg. W tym miejscu materiał podłogi jest pociągnięty dość wysoko i to właśnie tam zbierała się wilgoć.

Zwijanie obozu i pakowanie
Zjadłem śniadanie i zacząłem pakować całe wyposażenie. Mokry bo mokry – trudno, będę suszył się w domu.
Jak to zwykle z pakowaniem bywa, raz wszystko mieści się bez problemu, drugi raz już nie.


Tym razem przednia torba zapakowała mi się jakoś krzywo i zaczęła ocierać o oponę. Szczególnie na nierównościach opadała na tyle, że dotykała koła. Przynajmniej sprawdziłem, że muszę poszukać innego sposobu pakowania.


Powrót do Krakowa
Zebrałem się i ruszyłem do domu, tym razem krótszą drogą niż wczoraj, choć nadal czekało mnie kilka podjazdów.



Przy okazji odwiedziłem punkt widokowy na lotnisko.

Po dotarciu do Krakowa padłem na łóżko i przespałem cały dzień. Przygoda to była wielka, ale deficyt snu jeszcze większy.
Wnioski po pierwszej nocy w namiocie na dziko
Dobrze było przetestować cały sprzęt biwakowy w takich bezpiecznych warunkach – nie wyobrażam sobie jechać na dłuższą wyprawę bez takiej testowej nocy. I chociaż sprzęt sprawdził się dobrze, to dowiedziałem się co jest do poprawy.
Pakowanie roweru na bikepacking z namiotem
Najwięcej problemów sprawiała mi torba na kierownicę. W zależności od tego, jak ją spakowałem i zamocowałem, potrafiła blokować manetki albo ocierać o oponę. Muszę więc inaczej rozmieścić bagaż. Wstępnie testowałem już inny układ gdzie do torby podsiodłowej zapakuję: ubrania, śpiwór i jedną z powłok namiotu (a nawet wejdą mi obie). A wszystko, co ma określony kształt, do przodu: materac, kuchenka, kosmetyki, elektronika. Testowałem, że nawet buty mi się zmieszczą.
Aktualnie jestem już po pierwszej wyprawie z namiotem, na której torbę na kierownicę zastąpiłem dwiema torbami na widelec. Szczegóły tego zestawu opiszę w mojej relacji ze szlaku R10.
Materac na bikepacking z namiotem – komfort ponad lekkość
Chociaż do jakości wykonania materaca Therm-a-Rest nie mam żadnych zastrzeżeń, a powstałą dziurę uznaję jako zwykły wypadek, to są dwie rzeczy do poprawy:
Szerokość – no nie da rady, nie wyśpię się na materacu w rozmiarze Regular o szerokości 54 cm. Jest dla mnie zdecydowanie za wąski i na pewno wymienię go na rozmiar Regular Wide (64 cm szerokości). Pal licho dodatkową wagę – liczy się komfort snu.
Kolejny element ekwipunku, który uważam za niezbędny to dmuchana poduszka do spania. Próbowałem być minimalistyczny i spać mając pod głową drybag’a wypchanego ubraniami, ale to nie to samo. Ja na czymś takim nie dam rady się wyspać, potrzebuję porządnej poduszki.
Edit: już znalazłem i przetestowałem dobrą poduszkę dmuchaną w rozsądnej cenie: Trekology ALUFT 2.0
Samotna noc w lesie – czego się nauczyłem?
Sprzęt sprzętem, ale ta pierwsza noc pod namiotem na dziko pokazała mi też, jak się czuję spędzając samotnie noc w lesie.
Okazało się, że najtrudniejsze nie było samo rozbicie namiotu czy przygotowanie jedzenia, ale późniejsze leżenie w ciemności i nasłuchiwanie wszystkiego, co dzieje się wokół.

Teraz jeszcze lepiej wiem, że nie ma co się przejmować zwierzakami dookoła. A jak się dobrze schowamy, to też ludźmi. Następnym razem od razu wkładam zatyczki do uszu i opaskę na oczy, i próbuję spać w błogiej nieświadomości, co się dzieje wokół mnie.
Co jeszcze zmienię przed kolejnym wyjazdem pod namiot?
Docelowo chciałbym jeździć na wyprawy rowerowe z namiotem, ale nocować głównie na polach namiotowych, a nie na dziko. Dzięki temu nie będę musiał zabierać ze sobą aż tak dużej ilości wody. To pozwoli mi ograniczyć bagaż i trochę odchudzić cały ekwipunek.

Ubrań też wziąłem ze sobą za dużo. Ale zrobiłem to zapobiegawczo – w nocy miało być 10°C, a w moim śpiworze spałem dopiero po raz drugi. Nie wiedziałem jeszcze, jak będę odczuwał taką temperaturę i ile warstw będzie mi potrzebnych.
Jednak komfortu miałem aż nadmiar, więc następnym razem, przy takiej pogodzie, mogę sobie darować taką ilość dodatkowych warstw.
Podsumowanie
Koniec końców – udało się! Spełniłem swój tegoroczny cel i spędziłem pierwszą samotną noc w lesie, biwakując na dziko. Byłem tym wszystkim tak zaaferowany, że w trakcie nie do końca docierało do mnie, że naprawdę to robię. Ale pierwsze koty za płoty!
Teraz czuję się już pewniej. Skonfrontowałem swoje obawy z rzeczywistością i przekonałem się, że nocowanie w lesie nie jest tak straszne, jak wcześniej sobie wyobrażałem. Ale nie powiem, żeby przyszło mi to łatwo. Ten pomysł chodził mi po głowie od 6-7 lat, a kupiony materac i namiot czekały w szafie ponad rok, zanim w końcu zdecydowałem się je wykorzystać.
Chociaż to tylko jeden nocleg, to mogłem przetestować mój sprzęt w boju i przekonać się, który ekwipunek się sprawdza, a co wymaga poprawy. Wiem już jakie wdrożyć poprawki, żeby w końcu mój kolejny bikepacking z namiotem był był wygodniejszy i mniej problematyczny.
Jeśli Ty również myślisz o swoim pierwszym biwaku na dziko, ale wciąż masz obawy, mam nadzieję, że moja historia pomoże Ci zrobić ten pierwszy krok. Nie wszystko musi od razu pójść idealnie, ale do wielu rzeczy można się przygotować. Może dzięki moim doświadczeniom unikniesz kilku błędów, a Twoja pierwsza noc pod namiotem będzie nieco wygodniejsza niż moja. 🙂




